Bonfire Night - ale o co chodzi?
­   Już za kilka dni w Anglii obchodzona będzie kolejna Bonfire Night, nocne niebo roświetlą tysiące fajerwerków – z tej okazji, dla zainteresowanych, dwa słowa na temat o co tu w ogóle chodzi i skąd się to wzięło. ­
21:11 02/11/08 • 10125


   
Historycznie rzecz biorąc Anglicy świętują uderemnienie spisku mającego w 1605 roku wysadzić w powietrze rodzinę królewską oraz Parlament. Oczywiście powiecie – jakże świętować jak się im nie udało?? No cóż, być może Anglicy jakoś bardziej się przywiązują do Parlamentu niż my. Zresztą, kto ich tam zrozumie...


   Pokrótce, w tamtych czasach sprawy przedstawiały się następująco. Kilkadziesiąt lat przed spiskiem doszło do zerwania więzów łączących Królestwo Anglii z rzymskim katolicyzmem i papieżem i narodzin niezależnego Kościoła anglikańskiego. Od tego czasu katolikom w Anglii nie działo się najlepiej, mówiąc wprost byli obiektem prześladowań, tortur, a jeśli ich wiara okazywała się szczególnie płomienna to zasilano nimi stosy. Sami widzicie – przewalone. Katolicy nie wyzbyli się jednak nadziei, że w końcu na tronie angielskim zasiądzie ‘właściwy’ władca i nawróci kraj na ‘słuszną’ drogę – wystarczy poczekać. Pech polegał na tym, że przez ostatnie niemal 100 lat zmiana była właściwie tylko jedna, mianowicie Henryka VIII zastąpiła jego córka Elżbieta I (pech – anglikanka). Po 45 latach panowania Elżbieta umiera, dzieję się to w roku 1603 – czyli już o krok od interesujących nas wydarzeń. Wstąpienie na tron nowego władcy jest ostatnią nadzieją wiernych Kościołowi rzymskiemu Anglików, nadzieją jednak złudną, gdyż Jakub I, mimo katolickiej matki, nie zaprzestał przesladowań – znowu pech.


   Wobec tak niesamowitego pecha, trzynastu młodych ludzi, żarliwych katolików, zapewne w czasie suto zakrapianego wieczoru, dochodzi  do wniosku, że coś należy z tym fantem zrobić. Trzeba zlikwidować króla! I rodzinę królewską! I Parlament! Zwykle po takim wieczorze, budzimy się następnego dnia z bólem głowy, przypominając sobie po malutku, jakich też bzdur wczoraj nawygadywaliśmy. W tym przypadku było jednak inaczej. Jak wymyślili tak postanowili zrobić. Plan był niezwykle prosty. Należało dostać się do piwnic Parlamentu lub się pod niego podkopać, umieścić w dziurze kilkadziesiąt beczek dynamitu i BUM! Proste. Tym prostsze, że okazało się, że piwnicę sięgająca, aż pod budynek Westminsteru można po prostu wynająć. Datę BUM! wyznaczono na 5 listopada, gdyż wtedy wypadało inauguracyjne posiedzenie Parlamentu, na którym obecny miał być też król z rodziną.  Pozostałoby jedynie wzniecenie w całym kraju katolickiego powstania it po sprawie. Proste? Proste.


   A jednak nie wypaliło. W przenośni i dosłownie. Prawdopodobnie na skutek listu jednego ze spiskowców doradzającego krewniakowi, aby w owym dniu trzymał się z daleka od Parlamentu, spisek został odkryty. Guy Fawkes został zatrzymany w piwnicach Parlamentu z 36 beczkami prochu, a że nie potrafił znaleźć solidnego wytłumaczenia co tam właściwie robi z takim arsenałem, został aresztowany. A że sensowne wytłumaczenie nadal mu do głowy nie przychodziło, poddanno go torturom i egzekucji (której nie przeżył). Pech. Wieczorem 5 listopada zapalono ogniska, aby uczcić bezpieczeństwo króla. Natomiast każdy ze spiskowców (większość schwytana w Dunchurch w pobliżu Coventry), którzy zostali pojmani żywcem, został, oczywiście po odpowiednim przesłuchaniu i procesie, tradycyjnie powieszony, utopiony, a następnie poćwiartowany (tak na wszelki wypadek).


   I tak do dnia dzisiejszego, przed dorocznym, inauguracyjnym posiedzeniem Parlamentu, na którym obecny jest monarcha, gwardia tradycyjnie przeszukuje piwnice. Nie żeby tego nie robili częściej, ale raz w roku tak wiecie, tradycyjnie po angielsku, a 5 listopada wpisał się w kalendarz angielskich świąt, jako noc ognisk i sztucznych ogni. Tak się spodobało, że pewnie sami zauważyliście, że sztuczne ognie walą w zasadzie już niemal cały październik. Na ogniskach natomiast tradycyjnie pali się kukły Guya Fawkes’a, a że moda się zmienia, pali się również Tony’ego Blaira, Saddama Hussaina czy George’a W. Busha – w zależności od preferencji. A jak już się kogoś pali to można i tradycyjnie wrzucić w żar ziemniaczku, a na ogniu podpiec jabłko z toffi.
­


Komentarze