W poszukiwaniu siebie - DOM POMOCY PSYCHOLOGICZNEJ DUC IN ALTUM
Długo zastanawiałem się nad tematem na tego artykułu. Czym nawiązać do poprzednich? Co będzie pewnego rodzaju spoiwem? Temat przyszedł sam. No co prawda z pomocą innych, którym dzięki za to! Mówić będziemy o kompleksach. Czym są kompleksy? Czy jesteśmy zakompleksieni i jak tą złą cechę rozpoznać i najważniejsze - jak zwalczyć? Cóż to zatem są owe kompleksy? Samo słowo na pewno wielu z nas dobrze zna. Jednakże bardzo często używamy je w nieprawidłowej relacji. To znaczy błędnie interpretując jego znaczenie. Kompleksy to taki trochę „zły duch”, który powstrzymuje nie tylko powstrzymuje nas przed zrealizowaniem swoich planów i marzeń, ale skutecznie owe realizacje blokuje.
12:04 26/04/14 • 6647
Często nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia albo nie chcemy przyznać się sami przed sobą, że mamy taki problem. Pojęcie kompleksu było chętnie używane w psychoanalizie i szybko przeniknęło do powszechnego języka. Kojarzy się obecnie przede wszystkim z zaburzeniem. W potocznym rozumieniu określa się w ten sposób niemiłe, wstydliwe dla danej jednostki tematy związane z ekspozycją społeczną, cechami wyglądu lub charakteru, których poruszenie wywołuje wstyd, lęk, niepokój. To tak najszybciej i najkrócej ujmując temat. Rozwijając go jednak trochę szerzej mamy dwie szkoły. Twórca psychoanalizy, Zygmunt Freud, uważał, że pewne powszechne kompleksy (np. kompleks Edypa, kompleks kastracji) każdy człowiek musi przejść i go w jakiś sposób rozwiązuje, dzięki czemu kształtują się pewne cechy osobowości – zarówno konstruktywne jak i patologiczne. Oznacza to, że sam kompleks (w rozumieniu Freuda) nie jest objawem patologii, ale normalnego rozwoju osobowości. Kompleksy miały tworzyć się w relacjach międzyludzkich w okresie wczesnego dzieciństwa.

Z kolei Jung odkrył, że gdy prosi się ludzi aby mówili wszystkie skojarzenia jakie im przychodzą do głowy w odpowiedzi na słowo – bodziec (np. „matka”, „miłość”, „śmierć” itp.), to w pewnych przypadkach pojawiają się dziwne zjawiska: badani mają „pustkę w głowie”, odpowiadają bardzo szybko lub bardzo powoli, mają dziwaczne, nietypowe i bardzo osobiste skojarzenia. Jung tłumaczył to istnieniem kompleksu różnych myśli, przeżyć, doświadczeń itp. zorganizowanych wokół jednego centralnego pojęcia czy zdarzenia – właśnie jądra kompleksu. Jung wprowadził metodę badania czasu reakcji na słowo bodziec, który to czas pomagał mu zrozumieć, czy z badanym słowem jest związany kompleks. Stwierdzić można nieco porządkując nasze uwagi kompleks to nic innego jak pewien zbiór naszych myśli, pojęć, jakichś wyobrażeń, które kojarzą nam się z zupełnie inna myślą skądinąd ważną i silnie zabarwiona emocjonalnie, zazwyczaj jej sobie nie uświadamiamy, to znaczy zostaje ona wyparta z naszej świadomości i stłumiona, a powrót do niej wywołuje zwykle lęk, niepokój czy wstyd. Te kompleksy, czy jak to powiedzieliśmy myśli, mimo iż sobie najczęściej ich nie uświadamiamy, jak już było powiedziane, wywierają jednak silny wpływ na nasze zachowanie. Wyrażają się one w naszych dążeniach, obawach ,postawach wobec otaczającej nas rzeczywistości oraz czasem nerwowych reakcjach. Pojęcie kompleksu było chętnie używane w psychoanalizie i szybko przeniknęło do powszechnego języka. Kojarzy się obecnie przede wszystkim z zaburzeniem. W potocznym rozumieniu określa się w ten sposób niemiłe, wstydliwe dla danej jednostki tematy związane z ekspozycją społeczną, cechami wyglądu lub charakteru, których poruszenie wywołuje wstyd, lęk, niepokój. Pojęcie kompleksu występuje także u Alfreda Adlera, który uważał, że kompleks niższości jest podstawowym motorem ludzkiego działania i głównym motywem, którego pochodną są wszystkie inne motywy. W psychologii opisuje się dzisiaj około pięćdziesięciu różnych kompleksów.


Przepraszam za taki czysto podręcznikowy wstęp, ale czasem ważne jest podparcie się źródłami czysto naukowymi. Jak to przekuć na otaczającą nas rzeczywistość? Osoba zakompleksiona kojarzy nam się najczęściej z kimś w rodzaju brzydkiego kaczątka, cicha myszką, osoba idąca wraz i za tłumem. Bez swojego zdania, czasem przezroczystą i niezauważalną. Jest to nieprawdziwy obraz, a swoje oparcie ma tylko i wyłącznie w stereotypach. Osoby na pozór tylko tryskające radością, i do perfekcji opanowujące techniki asertywności mogą być tak samo zakompleksione jak nasze owe szare myszki czy brzydkie kaczątka. W każdej jednak sytuacji kompleksy mogą prowadzić do ogromnego, czasem wręcz irracjonalnego bólu. Często ukrywanie ich przed otoczeniem pod maska „silnego zdobywcy wszystkiego”, może powodować jeszcze więcej cierpienia, gdyż potrzeba dużo więcej wysiłku w maskowaniu się i przygotowywaniu do tzw. roli, a co za tym idzie konsekwencje tego stanu rzeczy mogą być dużo większe. Skąd się biorą w nas kompleksy? Tak samo jak bardzo złożony jest problem tak też samo dość złożone są przyczyny jego powstania. Najistotniejsza rolę odgrywają pierwsze lata naszego życia. W dzieciństwie bowiem, a co za tym idzie konkretniej w rodzinie. Jest ona niezaprzeczalnie pierwszym ogniwem w budowaniu osobowości i obrazu siebie młodego człowieka, który to obraz siebie będzie rzutował na dalsze jego życie. To w tym okresie uczymy się relacji międzyludzkich i budujemy wszystkie te cechy, które potem będą stanowiły o nas jako osobie. Często tak bywa, niemalże staje się to regułą, że dziecko odepchnięte, samotne, nie obdarzone wystarczającą ilością miłości, będzie zmagało się już w życiu dorosłym z kompleksami, które będą kształtować jego codzienności jak i przyszłość. Na pewno każdy z nas słyszał o tzw. chorobie sierocej. Osoba już dorosła u której stwierdzono w okresie dzieciństwa chorobę sierocą będzie musiała stawić czoła niedowartościowaniu, poczuciu niższości w brakiem wiary we własne siły. Tak najbardziej już prosto jak się da, bardzo często kompleksy wiążą się z naszym życiem osobistym. Wstydzimy się czasem swojej przeszłości, czasem chorób (często ludzie to ukrywają), gorszego pochodzenia (choć nie tylko należy rozgraniczyć tutaj wieś czy miasto, ponieważ teraz to się już zatarło trochę, ale raczej spojrzeć należy na rodzinę) czy niższego statusu społecznego, czasem nawet braku wykształcenia. I tak zarówno dzieci i jak i dorośli chcą za wszelką cenę te kompleksy zamaskować, więc udają, zaczynają grać. Dzieci układają niesamowite opowiadania na temat swoich rodziców, chcąc lepiej zintegrować się z grupą, chodzi tutaj strach przed odrzuceniem ze względu na pochodzenie na przykład. Pogłębia to tylko ich poczucie odosobnienia, czy izolacji i niestety skazuje na ciągłe powtarzanie tej samej roli. Dorośli zaś, no tutaj już jakby akcja się bardziej zagęszcza i komplikuje. Najczęściej udajemy przed znajomymi kogoś kim nie jesteśmy, udajemy, że prowadzimy szczęśliwe życie, pełne przygód, wymysłami niesamowite historie na kanwie nieraz których postałby opasłe tomy powieści czy więcej nie jedno opowiadanie posłużyć by mogło na scenariusz dobrego filmu. Sztucznie podnosimy swój status społeczny, wyolbrzymiamy lub wręcz wymyślamy zwłaszcza w stosunku do osób czy przyjaciół z którymi mamy gorszy kontakt lub sporadyczny niestworzone bajki na temat naszej pracy, mieszkania a nawet naszych dzieci. Tak jeszcze bardziej te kompleksy, które definitywnie są wynikiem świadomości pewnego niespełnienia, nakręcają się w nas, a to wszystko na dłuższą metę prowadzić może do uzależnień lub depresji. I tutaj powstanie kolejny aspekt, który stanie się przyczyna wstydu, alkoholizm, narkomania, depresja. A rola do zagrania, w celu ukrycia tych kompleksów staje się jeszcze trudniejsza i tak koło się zamyka, a my w nim trwamy. C. d. n. Wypłyńcie na głębie. DUC IN ALTUM!


Redakcja mgr Jarosław Kluczek
psycholog małżeństwa i rodziny,
psychoterapeuta chrześcijański.
e-mail: info@ducinaltum.co.uk
tel: 0 7858399109

Komentarze